piątek, 11 kwietnia 2014

Dlaczego spacer?

Nasze życie nabrało charakteru maratonu- biegniemy i biegniemy, poszukując celu, a im bliżej, tym większego tempa nabieramy. Nikomu do głowy nie przyszłoby zwolnić, chociaż na moment, chociaż na chwilkę. Nasze tempo nie może spaść, bo w takim wypadku w porównaniu z pędzącym światem zaczniemy się cofać. Mało czasu mamy dla siebie, jeszcze mniej na własne myśli, a na refleksje już praktycznie wcale.
Dlaczego więc spacer? Dlaczego chwila wytchnienia?


 
Przecież to zabiera tyle cennego czasu. I właśnie o to chodzi. O ten moment, w którym nasze myśli są wolne od wszelkiego hałasu, tłumu i pędu. O ten moment, w którym pozostajemy tylko my i spoglądamy w swoje własne oczy, własne wnętrze. Oddychamy powietrzem, w którym brak hałasu, rozbrzmiewa jedynie pieśń nucona przez pojedyncze ptaszyny, szum wiatru, szelest liści, źdźbeł trawy i nasz oddech.
Gdyby nas tak nagle wyrwać z pędu życia i postawić w takiej sytuacji wystraszylibyśmy się zapewne.
 
Oczywiście dociera do mnie fakt, że nie dla każdego jest takie rozmyślanie. W końcu nie każda głowa jest maszyną do wytwarzania myśli. Jednak wydaje mi się, że dla świadomego przeżycia swojej dawki istnienia na tej planecie, konieczne jest zastanowienie się od czasu do czasu nad pewnymi rzeczami. 
 
 I dlaczego według mnie spacer jest odpowiednim momentem dla takich rozważań? Wydaje mi się, że wtedy nie skupiamy się na żadnym celu- po prostu idziemy. Do głowy przychodzą nam różne myśli- może właśnie te właściwe? Z reguły zastanawiamy się. Jesteśmy sami dla siebie, ewentualnie dla drugiej osoby, która idzie obok.
            Tyle z moich rozważań. Takie piątkowe filozofie na najbliższy weekend. Jako, że mowa o myślach i rozważaniach, to chyba nieważne jest to, co mam na sobie i jak jestem pomalowana. Czasami wolę się skupiać na tym, co jest we mnie, nie na tym, co widać na mnie.
                                                              Do następnego!
                                                                              Wasza
                                                                                      Karmelowa Blondynka
 
 
 


niedziela, 6 kwietnia 2014

Sukienka podana na trzy sposoby

Witajcie,
ten post będzie dość prosty w swojej budowie i treści. Jaki jest tego powód? Może taki, że na widok zwykłej sukienki nie cisną się do głowy myśli, które mogłyby odmienić ten świat. Ewentualnie jakieś ,,ładna" albo ,,w życiu bym nie ubrała"- zależnie od gustu.
Tak więc prezentuję Wam obiekt, który omówimy w tym poście. Najzwyklejsza w świecie sukienka na lato. Wiadomo, jeszcze jest wiosna, więc nie możemy szaleć i ja bym tak ani na wieś ani na miasto nie wyszła.

 
Dlatego myślę, że jeśli kogoś, tak jak mnie, ciągnie do ubrania jej w chłodniejsze dni, należy się odpowiednio przykryć innymi warstwami materiału, jak na przykład koszulą. Myślę, że wygląda to dziewczęco.
 


 

Inną wersję, może bardziej sportową, otrzymujemy po połączeniu z trampkami i sweterkiem w cytrynowym kolorze.

 

 Ostatnią wersją będzie zarzucenie żakieciku na siebie i ubranie wysokich obcasów. Jest to oczywiście już nieco bardziej elegancko.


   Zdaję sobie sprawę z tego, że nie odkryłam Ameryki, jednak czasami szukamy rozwiązania, nie wiedząc, że jest one tuż przed nami, a o rzeczach oczywistych także czasami trzeba mówić.
            Tak więc dzisiejszy temat postu lżejszy. Do następnego!
                                                                                    Wasza
                                                                                             Karmelowa Blondynka!