niedziela, 22 marca 2015

Twój dom, to Ty


Witam bardzo serdecznie i zapraszam, żeby się odrobinę zadomowić. Rozsiąść się w wygodnym fotelu, napić ciepłej herbaty i posłuchać, albo chociaż udawać, że się słucha. 

Każdy z nas zna chyba tą sytuację. Budzimy się rano. Powoli do naszej świadomości dociera fakt, że nie śpimy, że dotyk pościeli, ciepło promieni słońca i dźwięk budzika nie są wytworem naszej wyobraźni, tylko realnymi doznaniami. A więc powoli i ostrożnie otwieramy oczy i co widzimy?


Niezależnie od tego, co, właśnie to często determinuje nasz nastrój na większość dnia. Najczęściej jest to ściana naprzeciwko lub sufit- i to one wprowadzają nas w dobry lub zły humor. Często, chociaż nie zawsze. Idziesz do łazienki, do kuchni, wyglądasz przez okno i to, co cię otacza, kieruje twój tok myślenia. Rzadko kiedy już z rana masz abstrakcyjne, wspaniałe, niosące innowacje myśli. Z reguły jest to coś w stylu: Pada, chyba mogłabym pościerać kurze, tylko mi się wydaje, czy to linoleum na podłodze jest jeszcze brzydsze niż zwykle? Rozumiecie, przestrzeń naszych myśli skupia się na najbliższym. Pewnie, nie zawsze rano mamy czas się rozejrzeć po pokoju, nie zawsze mamy czas spojrzeć chociaż w lustro i sprawdzić, czy bluzka nie jest założona na lewą stronę... Ale to, co nazywamy domem, ma ogromny wpływ na to, jak się czujemy.


Rolę, jaką w naszym życiu odgrywają te przysłowiowe cztery ściany, dość dobrze obrazuje, nazwijmy to zjawiskiem, jakie zaobserwowałam np. na YouTube. Wpisując w wyszukiwarkę hasło ,,my room tour" albo ,,mój pokój" jestem dosłownie atakowana masą filmów, w których ludzie z kamerą w ręce chodzą po kolejnych sekcjach pokoju czy mieszkania i opowiadają co skąd wzięli, jak to ustawili i dlaczego poukładali to tak, a nie inaczej. Fascynujące. Oczywiście, skoro jest taka masa tych filmów, musi być na nie zapotrzebowanie. Widocznie dość duża część naszego społeczeństwa jest zainteresowana tym, gdzie vlogerki trzymają skarpetki i bieliznę i czy mają je powpychane byle jak do szuflady, czy posortowane według kolorów. Oczywiście dość mocno przesadzam z tym opisem, ale widzicie, te osoby dzielą się czymś bardzo ważnym- swoją przestrzenią życiową.

kawałek mojej przestrzeni życiowej, dlaczego nie?




Pomijając fakt, że oglądające osoby często wzdychają z myślą Dlaczego to nie mój pokój?, to często zmieniają coś w swoim otoczeniu. Ustawiają inną lampkę w sypialni, świecznik w salonie czy sortują skarpetki według koloru, materiału i długości. Dlaczego? Chcą, by ich przestrzeń życiowa była ciekawsza, żywsza, przyjemniejsza, by inspirowała je tak samo, jak te vlogerki. Bo hej, skoro ona ma jakiś milion wyświetleń pod swoim filmem, to coś musi robić dobrze, no nie? Coś musi się jej udawać, Skoro jej tak dobrze idzie, to mi też może pójść.

To, jak mieszkamy, jest często wyrazem nas samych. Czy masz idealny porządek, czy sympatyczny chaos, twój dom tryska bielą i czystością czy jest miksem kolorów, wzorów i materiałów... To wszystko w pewien sposób obrazuje to, jaka jesteś. Jeśli wnętrze twojego mieszkania/domu/pokoju jest odzwierciedleniem Ciebie samej, to będziesz się tam czuła dobrze. Nie chciałabyś budząc się widzieć różowej ściany z plakatem Hello Kity, której fanką przestałaś być jakieś 10 lat temu albo obrazem obcałowanego Billa z Tokio Hotel za swoich młodzieńczych czasów. Czujesz klimat? 

Nawet sam kolor ścian ma wielkie znaczenie. Głupia świeczka, która stoi na stole, może Ci poprawić humor. To wszystko, to Ty. Twoje życie, twoja codzienność, twoje schronienie, dlatego warto, by było one wyjątkowe, by sprawiało, że czujesz się szczęśliwą osobą i dawało dobry początek dnia.

Tyle z moich dzisiejszych wywodów. Jeśli skończyła Ci się herbata, to mogę Ci jej jeszcze dolać, zaproponować domowe ciastko i możemy porozmawiać. A jeśli Ci się śpieszy dalej, 
to do następnego!

                                                                 Twoja
                                                                                                    Karmelowa Blondynka




piątek, 20 marca 2015

Przebudzenie


   Witam bardzo serdecznie na blogu, który już śpi.

   Chociaż nie do końca przypominam niedźwiedzia, powiem całkiem szczerze, zapadłam w sen zimowy.  Nie do końca przespałam te kilka miesięcy nieobecności (ale nawet nie wiecie jak wiele bym dała, by je przespać!). Mimo to, można było odnieść wrażenie, że zapadłam się pod powierzchnię ziemi i drzemię tam zadowolona z siebie i całej reszty świata. Nie do końca mi przykro, że stąd zniknęłam. Nie czuję się jak córka marnotrawna, która powraca na swoje miejsce.W końcu moje życie ma prawo toczyć się takimi torami, które nie zahaczają o przystanki tego bloga. Ma prawo. a nawet powinno, odbywać się głównie na platformie rzeczywistej, dopiero potem czasami przenosić się do rzeczywistości wirtualnej. Tak by było zdrowiej, nie sądzicie? Ale nawet, gdy jadę trasami odległymi, to myślami w końcu i tak tutaj wracam. 
   Nadszedł więc czas, by śpiąca królewna przebudziła się na dobre. Nawet, jeśli nie zawdzięczamy tego królewiczowi z bajki, to słońce również jest przyjemnym budzikiem. Nawet bardzo. O wiele lepiej wstaję o tej 4.50, gdy już chociaż świta. Gdy jest aby mała nadzieja, że za chwilę się rozjaśni, a ciemność nie będzie mnie namiętnie i gorąco kusić do snu. Chociaż wcale nie mówię, że dobrze mi się wstaje.Co to, to stanowczo nie. 
   Jednak nie odbiegajmy od tematu. Więc, co te przebudzenie niesie dla tejże stronki? Nowe pomysły, świeży powiew wiatru, regularność, opanowanie, zaangażowanie... Dobra, dobra... Nie będę już przesadzać z tą poetycznością i entuzjazmem, bo nikt mi nie uwierzy w takie bajki. Nie jestem Andersenem i opowiadanie ich nie idzie mi aż tak dobrze. Zatem co mogę Wam obiecać? W zamian za obecność u mnie, mogę Was zapewnić, że mam parę pomysłów, które nasycą zapotrzebowania tego blogu na najbliższy czas, jestem pozytywnie nastawiona i mam ochotę tą energią zarażać każdą osobę, która stwierdzi, że może tu zajrzeć. 
  Także tyle na dzisiaj. Nie będę dłużej pisała o niczym, chociaż jestem w tym naprawdę dobra, życzę miłego bytowania na tej planecie.
               Do następnego! 
                                                              
                                                                                          Wasza
                                                                                                            Karmelowa Blondynka