Siedzisz przy stole. Przez okno wpada ciepłe, majowe słońce i przyjemnie grzeje Twoją skórę. Firanka lekko powiewa w wietrze. Zamykasz oczy i czujesz intensywny, niemal odurzający zapach kwiatów bzu, których bukiet znajduje się przed Tobą. Otwierasz znów oczy i przenosisz wzrok na kwiat przed Tobą. Delikatnie palcem dotykasz malutkich kielichów zbitych obok siebie. Wyjmujesz jedną gałązkę, przykładasz do twarzy, wdychasz zapach, zamykasz oczy i marzysz...
![]() |
| fot.Kasia |
Nie wiem jak wiele z Was przeżyło już taką sytuację, ja jednak siedzę tak co roku o tej samej porze i podziwiam ten kwiat. To on mnie najmocniej inspiruje, wprawia w niezwykły nastrój. Jakby zawsze o tej samej porze wracały do mnie wszystkie wspomnienia świata i chciały mnie sobą napełnić, jak kielich, sprawić bym dojrzała jak owoc i mogła napisać coś sensownego, wyjątkowego.
Jeśli więc ten kwiat mnie tak bardzo inspiruje, może przyjrzę mu się z bliska? Jeśli zdecyduję się tak postąpić, to jako pierwsze dowiem się, że nazwę bez używam zupełnie błędnie. W każdym katalogu kwiatów, sklepie ogrodniczym i jakiejkolwiek książce poświęconej roślinom, znajdę tenże krzak pod nazwą lilak pospolity.
Chcąc nazwać tą roślinę po łacinie, musiałabym użyć wyrażenia Syringa Vulgaris. Nazwa ta wywodzi się z mitologii greckiej. Pasterze górscy już od wieków z gałązek lilaka strugali swoje piszczałki. A pierwszy taki instrument- syrinx- miał sporządzić kozłonogi bóg pasterzy- Pan.
Do Europy to cudeńko trafiło w 902 roku naszej ery. Skąd przybył nasz ślicznie pachnący imigrant? A z Turcji moi drodzy.
Udając się w drogę w poszukiwaniu tradycji, dochodzę do wniosku, że nie tylko mnie ten kwiat i jego zapach inspiruje. Znacie może bajkę Christiana Andersena Bzową Babuleńkę? Co prawda, mowa w niej o kwiecie dzikiego bzu, jednak gdy byłam mała, oczami wyobraźni widziałam kwiaty lilaka. Jeśli ta baśń nie jest Wam znana, to bzowa babuleńka wyrasta z imbryczka herbaty z dzikiego bzu i opowiada chłopczykowi, który się przeziębił bajki- tak w skrócie. Uwielbiam tą historyjkę, jak i większość bajek Andersena, a jako dziecko duża książka z jego opowiadaniami nie opuszczała mnie zbyt często.
Jako, że kwiat bzu jest nieodłącznym elementem maja- miesiąca zakochanych, to i zwyczaje z nim związane łączą się niejako z miłością. Dawniej panny przemywały twarz rosą strząśniętą z bzów, by latem zachwycać młodych paniczów urodą, a w jesień wkroczyć u boku tego jedynego.
Idąc za korzeniami tejże rośliny- w arabskiej tradycji jest to kwiat, który upodobały sobie aniołowie. Starożytni Grecy zaś uważali, że pobudza on muzykę w duszy. To akurat mogę doskonale zrozumieć.
Otwierasz znów oczy, w głowie nadal szumią Ci słowa, uczucia, wspomnienia. Zapach powoli słabnie i znów jesteś w stanie odbierać bodźce z zewnątrz. Czujesz lekki wiaterek i ciepłe majowe słońce na twarzy. Uśmiechasz się. Znów dałaś się wciągnąć, znów ten urok na Ciebie zadziałał.
Niech Was nie dziwi, że piszę o tym już teraz. Po prostu nie mogę się doczekać tej pory roku. Tym samym żegnam się z Wami, do następnego!
Wasza
Karmelowa Blondynka


