czwartek, 30 lipca 2015

Moja siostra powiedziała, że jestem cool

Witam Was bardzo serdecznie na tym niewielkim skrawku Internetu, który należy do mnie.

Dzisiaj post nieco odmienny, prawdopodobnie jeden z najkrótszych, które kiedykolwiek napisałam (taki co najmniej jest pierwotny zamysł teraz, kiedy siadam i zaczynam to pisać). Nawet nie wiem od czego dokładnie zacząć, wiem, z reguły powinno to się odbywać od początku, ale ja nawet nie wiem z której strony ta krótka historyjka ma głowę, ogon, łapę i brzuch. Nazwijmy to może krótką anegdotą z życia blondynki. 

Dość niedawno moja najmłodsza siostra( tak, jest nas więcej- w sumie stanowimy całą taką małą mafię blond stworzonek, które mieszczą się w przedziale wiekowym od 12 do 20 lat i czasami ciężko odróżnić jeden od drugiego), w kontekście pewnej dyskusji, której już nie pamiętam ( widzicie, jak skomplikowane to się robi?) powiedziała mi, że jestem COOL( kul?).

De facto, muszę stwierdzić, że nie był to pierwszy raz, kiedy usłyszałam te określenie, niekoniecznie pod moim adresem. Słyszałam je raczej w reklamach napojów orzeźwiających. Za młodu też nigdy nie stosowałam tego określenia. Aż tu padło w moją stronę z ust uroczego stworzonka z olbrzymimi niebieskimi oczkami- praktycznie takimi samymi jak moje i buszem jasnych loków na głowie- i mnie niesamowicie rozbawiło. Bardzo- ponieważ moja pierwsza myśl, którą też od razu wypowiedziałam, była taka :
-Ja nie jestem cool. bo zimna będę, jak moje serce przestanie bić. Jak na razie mam pewnie pi razy oko temperaturę 36,6 stopnie Celsjusza i doskonale mi z tym. 


Szczerze? Nie do końca jestem pewna, czy ona zrozumiała, co mnie tak rozbawiło. Nie szkodzi. Dzielę się z Wami tym, bo może to wywoła u kogoś z Was uśmiech. Przy okazji, od mojej siostry dzieli mnie dokładnie 7 i pół roku, niby niewiele, prawda? Ale próbując porównać moje czasy podstawówki/gimnazjum uderzam o olbrzymią ścianę. Ostatnio, gdy chciałam żartem użyć wyrażenia, jakiego ona używa, ,,zyla", które za moich czasów brzmiało jeszcze ,,zeta", a w tłumaczeniu oznacza tyle co ,,złoty", ona spojrzała na mnie, zrobiła wielkie oczy i powiedziała ,,Monia, to Ty stosujesz takich młodzieżowych wyrażeń?". Poczułam się jakby ktoś nałożył mi na głowę białą perukę, kopnął w kręgosłup tak, że musiałam się pochylić i narzucił na plecy koc. W ten sposób moja siostra poinformowała mnie, że nie należę do młodzieży. 


Tak, zgadliście, to wszystko. Pewnie, pisałam już posty bardziej treściwe, bądź mniej, zależy w którym obszarze czasoprzestrzeni się poruszamy, ale naszło mnie dzisiaj, by się tym z Wami podzielić. Możecie zostać tutaj dłużej, dowiedzieć się, czy według Was też jestem tak zimna, jak moja siostra powiedziała. Może Was to rozśmieszyło, a jeśli nie, to świat ani dla mnie, ani dla Was się nie zawali. Ci do góry go dość solidnie zbudowali. 


                                                              Do następnego!


                                                                                               Wasza
                                                                                                              Karmelowa Blondynka

sobota, 18 lipca 2015

Jak to jest skończyć 20 lat

Witam was bardzo serdecznie!

Powiem Wam szczerze, że systematyczność nie należy do moich silnych stron. Gdy jedni stali u aniołów w kolejce, by ją otrzymać, ja chyba stanęłam w tej drugiej kolejce. Problem w tym, że nie wiem, co tak właściwie wtedy dostałam...

Jak już pewnie po tytule odgadliście, niedawno skończyłam 20 lat. I powiem szczerze, w momencie, w którym to napisałam, zrobiłam długą przerwę, ponieważ musiałam parę razy spojrzeć na tą dwudziestkę i głęboko nabrać powietrza, zanim zaczęłam dalej pisać. Tak, ta cyfra działa na mnie przytłaczająco. 

Nie, wiedza nagle nie spływa do Twojej głowy magiczną siłą, nadal pozostajesz dokładnie tym samym człowiekiem, którym byłeś przed godziną 12 i nic, absolutnie nic niezwykłego się nie dzieje- chyba, że Twoi bliscy mają zamiar sprawić, by ten moment stał się wyjątkowy. To jest takie oczekiwanie na to wielkie coś, na to wielkie bum, a tu tylko cyk. Porównywalne do tego, jak przed 18 liczyłeś na to, że wszystko się nagle zmieni, że będzie super, bo jesteś pełnoletnia, możesz wszystko, masz prawko, dowód, możesz kupić alkohol, a tak na prawdę nie możesz nic i nic się nie zmienia, czar pryska. Jeśli się obawiasz, że po 20 nagle ujrzysz zmarszczki, jakiś siwy włos i zaczniesz zachowywać się jak własna babcia- wiedz, że tak się nie stanie i poczujesz wielką ulgę. Wszystko zależy od Twoich oczekiwań, Twojego nastawienia, życia, charakteru, jeśli to jest ważne, koloru ścian w pokoju czy faktu, czy masz skarpetki do pary. Ale ja opowiem, jak do mnie dotarło to, że mam z przodu dwójkę, a na drugim miejscu zero.  

Zacznijmy od tego, że ciężko się przyzwyczaić do tego, że tych lat nie ma już naście. W końcu przez połowę mojego życia byłam właśnie nastolatką- zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Już nią nie jestem i nie wiem, czy powinno to wnieść jakieś zmiany w moje życie, powinnam stać się doroślejsza? Przecież- do jasnej konewki- mam 20 lat! To są dwie dekady. Wiecie ile razy co niektóre gwiazdy musiały się operować, by się nie postarzeć? Ja też nie wiem, ale na palcach bym się nie doliczyła. 

Jakieś 5 lat temu myślałam, że mając 20 lat będę dorosłą, dojrzałą, pewną siebie kobietą z ułożonym, zaplanowanym życiem. No... nieźle się pomyliłam. Owszem, studiuję. Zdarzyło mi się tu i tam pracować. Potrafię nawet gotować. Mogłabym wyliczać tu wiele rzeczy, które potrafię/umiem/lubię, ale nie w tym rzecz. 



Tego gorącego, lipcowego dnia usiadłam i spojrzałam na różne tabla, zdjęcia klasowe. Wiecie jak wiele dziewczyn ma już dzieci? Wyszło za mąż? Owszem, to nie jest wyznacznikiem dojrzałości, ale i tak działa na człowieka przytłaczająco. Automatycznie kolejnym celem staje się 30. Dom, dzieci, mąż... STOP. Czujecie w jakie napędzające się, paniczne koło wpadamy? Jeśli nie, to Wam szczerze zazdroszczę. 

Myślałam kiedyś, że w tym wieku będę znała wszystkie odpowiedzi. A tak na prawdę powstało w tej głowie tyle pytań, że czasami się zastanawiam, jak one się tam jeszcze mieszczą. Wiem tylko tyle, że nie wiem nic. 

I tak dochodzę do momentu, gdy na mojej twarzy pojawia się promyk nadziei- przecież nie jestem sama. Przecież w tym roku wiele osób skończy tych lat 20. Dorosłość jest czymś znacznie innym, niż sobie to wyobrażamy. To, że wszystkie zakazane rzeczy stają się nagle dozwolone, wcale nie jest fajną sprawą. Gdy zaczyna brakować w Twoim życiu drogowskazów i sam musisz decydować co jest dobre, a co złe, to przestaje być zabawną grą. Dorosłość jest czymś, czego jeszcze nie ogarniam. Jedną stopą w niej stoję, drugą... Nie wiem co robię drugą stopą, wywijam piruety w próżni albo tańczę poloneza. Nieważne co nią robię, ważne, że stawiam krok. Ważne, że się uśmiecham. I przestaję się martwić, bo żeby tą dorosłość ogarnąć mam jeszcze całe życie. I może sam fakt, że się nad nią zastanawiam, sprawia, że ta wywijająca piruety stopa również zaczyna robić pewny siebie krok.

Ahh... I bym zapomniała. Jaki piękny świat, jaki piękny świat, gdy się ma 20 lat.

Do następnego!


                                                                                               Wasza
                                                                                                      Karmelowa Blondynka