niedziela, 30 marca 2014

Opalenizna zawsze dobra?

  Jako, że wiosna zagościła się już na dobre, nadchodzi lato i słoneczko przyprawia wiele dziewcząt o piękne rumieńce, zaczęła mnie zastanawiać pewna kwestia. Jak to właściwie jest z opalenizną? Część ludzi z natury jest obdarzonych ciemną karnacją. Łączy się to oczywiście z pewnym typem urody- ciemne włosy i oczy. Nie powiem, ma to swój urok i wygląda, zwłaszcza latem, obłędnie. Faktem jest, że NATURALNA opalenizna przyciąga oko, automatycznie kojarzy się z egzotycznym krajem, wakacjami, czymś niezwykłym.
  Jest jednak pewna grupa osób, do której między innymi należę ja, której słońce nie łapie. Gdyby tylko nie łapało, nie byłoby tak źle. Ale ono latem na widok moich śnieżnobiałych nóg niemal ucieka, kryje się za chmurami i nie raczy powracać.

 

Oczywiście, że są sposoby na opaleniznę także dla takich osób. Nie raz zdarzyło mi się kombinować, leżeć na plaży, patrzeć na moją skórę i się zastanawiać nad tym, dlaczego opalenizna jest tak popularna. Dlaczego widząc moją bladość, niektórzy wołają ,,dziewczyno wyjdź na słońce". W niektóre upalne letnie wieczory słonce rzuca na wszystko taki złocisty blask, że nawet ja wyglądam na moment, jakby moja skóra w końcu nauczyła się wytwarzać melatoninę. Spoglądam później na zdjęcia, które akurat w tym momencie zostały zrobione i zastanawiam się, na czym polega różnica?
 
Szczerze, to nie dostrzegam wielkiej zmiany. W obu wersjach jestem jedną i tą samą osobą. Skąd więc ta moda?
  Przecież cofając się chociażby o 200 lat wstecz, to jasna karnacja była ideałem. Kobiety chroniły swoją twarz i ciało przed słońcem kapeluszami, rękawiczkami i parasolkami. Nietknięta słońcem cera była symbolem dobrobytu- tego, że stać kobiety na to, żeby nie musieć pracować w polu, pracować ogółem i wystawiać swojej twarzy na szkodliwe działanie słońca. Opalona skóra była cechą warstw niższych, trudniących się pracą fizyczną. Używano nawet trujących środków, by wybielić cerę, jak i szkodliwych wówczas pudrów, które miały rozjaśnić karnację.
  Opalenizna stała się modna dopiero w latach 20 XX wieku dzięki Coco Chanel, która złapała trochę więcej słońca podczas podróży statkiem po Morzu Śródziemnym. Zdjęcia jej opalonej twarzy obiegły świat i sprawiły, że coraz więcej osób pragnęło wyglądać tak promiennie jak ona. Ponadto, w wyniku rewolucji przemysłowej w XIX wieku, bladość przestała charakteryzować jedynie warstwy wyższe. Wiele biednego mieszczaństwa spędzało dnie na pracy i odpoczynku w cieniu miejskich kamieniczek, pod zadaszeniem fabryk i własnym mieszkaniu i w związku z tym świeciło bielą. Opalenizna natomiast stała się symbolem dobrobytu, tego, że stać Cię na to, by zwiedzać świat i się opalać. Było do tego oznaką zdrowia. Tak więc moda na opaleniznę została narodzona.
   Za tym poszły pomysły na sztuczne wspomagacze opalania się, takie jak samoopalacze i solaria. Te jednak grożą w razie złego zastosowania mało efektownymi smugami lub niezbyt atrakcyjnym odcieniem pomarańczy na skórze.

  Jak jest dzisiaj? Gdy tylko słonce wyjdzie na zewnątrz, wiele z nas wyciąga ręczniki i kremy do opalania i kładzie się na przyjemnym ciepełku. Czy to jednak aż tak zdrowe i mądre? Należy pamiętać o tym, że słońce, oprócz tego, że zapewnia życie na naszej planecie i dostarcza nam przyjemnego i potrzebnego ciepła, jak i witaminy D, to przyśpiesza także niestety proces starzenia skóry. Do tego uważam, że sztuczne opalenizny niekoniecznie zdobią, a raczej szpecą. Nie każdemu też to pasuje, mając urodę naturalnej blondynki albo bardzo jasne włosy, nie decydowałabym się na brązowy ton skóry. Dlaczego? Wyglądałoby to zwyczajnie sztucznie, a wiadomo, że nic tak nie ozdabia dziewczyny jak naturalność.
  A co z dziewczynami, które podobnie do mnie, z natury maja jasną cerę? Myślę, że przede wszystkim należy nie próbować się na siłę opalić, bo to wiele nie przyniesie oprócz ewentualnych oparzeń. Przecież jasna cera też jest ładna. A delikatna uroda, niebieskie oczy i jasne włosy by przy opaleniźnie też zbyt dobrze się nie prezentowały. Istnieje wielka różnorodność wśród typów urody i mamy boskie latynoski, jak i czarujące blondynki i wiele, wiele innych. Najważniejszym jest chyba, by zaakceptować samego siebie, potem reszta też nas przyjmie takimi, jakimi jesteśmy. Czasami warto wyróżnić się z masy i być innym. Można być piękną Królewną Śnieżką, ale i prześliczną Pocahontas.
 
                               Dzisiaj post o wiele dłuższy, ale mam nadzieję, że ciekawy.
                                                         Do następnego!
                                                                       Wasza
                                                                              Karmelowa Blondynka
 


 

czwartek, 27 marca 2014

Zwierzenia maturzystki

 
fot Kasia Mendel
  Budzę się w nocy i ogarnia mnie dziwny lęk. Serce wali mi jak oszalałe, krew uderza do głowy. Z trudem łapię oddech i próbuję się uspokoić. Staram się oprzytomnieć, uzmysłowić sobie gdzie jestem. Ręka dotyka miękkiej poduszki i pierzyny, a oczy wśród ciemności rozpoznają kształty biurka, krzesła i szafy. A więc jestem w pokoju. Podkulam nogi pod brodę i przytulam je mocno do siebie. Słyszę, jak drga wskazówka zegara. Ten czas- nieubłagalnie idzie do przodu, a ja nawet w nocy nie umiem zaznać spokoju. Nawet wtedy, gdy księżyc świeci, a gwiazdy na niebie cicho błogosławią ludzki sen, ona wciąż mnie prześladuje.
  W głowie mieszają się daty, pojęcia i wzory. Staram się położyć i zasnąć, jednak mój oddech przyśpiesza, mój umysł nie jest w stanie odpocząć, serce ogarnia strach. Z każdą sekundą czuję, jak ta chwila się zbliża. Nieubłagalnie, krok za krokiem. Już ją czuje za swoimi plecami. Jej chłodny oddech. Jej wzrok, który przejrzy wszystkie zakamarki mojego umysłu, dostrzeże każdy dobytek, wszelaką pustkę. Obracam się na drugi bok, jednak wskazówka zegara staje się coraz głośniejsza. Tik... Tak... Tik... Tak... W końcu siadam na łóżku, włączam lampkę i uspokajam się.
  Spokojnie, masz jeszcze czas. Zdążysz się przygotować do tej walki mówię sama do siebie. Ale czy to nie jest tylko oszukiwanie siebie, bo jak mam zwyciężyć z takim potworem. Jak mam ogarnąć te multum wiedzy. Tak, wiem, że ona jest coraz bliżej i z każdą sekundą ona robi krok w moim kierunku. Cóż to za stwór, który niewinnym osobom spędza sen z powiek? Moja usta drgają:
-Matura- wypowiadam drżącym głosem.
 
  Oczywiście należy dzisiejszy post brać z przymrużeniem oka. Matura to nie potwór spod łóżka, który sprawi, że nie będę potrafiła spać w nocy. Ale taka mała hiperbolizacja wydała mi się ciekawym zabiegiem. Mam nadzieję, że lektura była przyjemna. Temat raz nieco inny.

                                                 Do następnego!
                                                                   Wasza
                                                                              Karmelowa Blondynka
 
fot. Kasia Mendel

niedziela, 23 marca 2014

Moda niemodna?

Witajcie,
jak widzicie w tytule masło maślane, ale to zabieg celowy, więc chyba wybaczycie mi ten niestylowy  występek. Jak już tytuł mówi, chciałabym powiedzieć co nie co o tym, co myślę o modzie, a raczej o ślepym podążaniu za nią. Bo przecież ona sama w sobie nie jest zła. Co sezon daje nam szeroki wybór stylów, fasonów, kolorów i wzorów do wyboru. Fakt faktem, wszystko to powtarza się dość cyklicznie i zauważam fakt, że obecnie do witryn wraca wiele rzeczy, które moja mama chętnie nosiła będąc w moim wieku.
  Oczywiście ma to na celu wyłudzanie od nas pieniędzy. I w tym zaczyna się to, co mnie często irytuje. Chodzi o ślepe rzucanie się na wszystko, co podadzą nam sklepy, czasopisma i programy telewizyjne. Myślenie ,,muszę to mieć, bo wszyscy to mają". Coś okropnego. Tak, jakby wyróżnianie się było straszną zbrodnią, za którą trzeba by było płacić kara pozbawienia wolności, albo w tym wypadku życia społecznego. Kultura masowa w całej swej okazałości.
   Zaczyna się to, że wszyscy ubieramy się na jedno kopyto. Zakupy robimy w sieciówkach, w których wiele rzeczy wygląda po prostu identycznie. Wychodzimy na ulice i niczym nie odróżniamy się od całej masy osób, które pomyślały w ten sam sposób co my. Jesteśmy kopią, ale kogo właściwie?
Do czego dążę... Często brakuje mi u innych osób własnego stylu. Wybierania tego, co mi się podoba, a nie wszystkim pozostałym. Czy muszę przestać coś nosić, bo przestało być ,,trendy"? Czy muszę kupić coś, bo jest ,,hitem sezonu", pomimo tego, że nie wpada w mój gust?
  Nie twierdzę wcale, że ja jestem wzorem w tej kwestii. Oj nie... Często sugeruję się innymi osoba w dobieraniu tego, co mi się podoba. Dość ciężko w młodym wieku wyrobić sobie poczucie smaku i stylu. Z drugiej strony zaś swój gust ma się zawsze. Nawet jeżeli to jest róż, brokat i perełki od stóp do głowy.
  Spróbujmy teraz to wszystko zebrać w całość. Podsumowanie jest przecież ważnym elementem każdej wypowiedzi. Nie potępiam mody, daje ona wielu osobom pole do popisu, kreatywności, jest pasją wielu. Jednak nie przepadam za ślepym podążaniem za nią. Nie wszystko, co jest modne musi mi się podobać. Pamiętajmy, moda przemija, styl zostaje.
   Tyle by było z moich niedzielnych filozofii.
                                  Do następnego!
                                                      Wasza
                                                                 Karmelowa Blodnynka
 
fot. Kasia Mendel
 

czwartek, 20 marca 2014

Wiosenny makijaż

Na samym początku chciałabym zaznaczyć, że zdaję sobie sprawę z tego, że moim makijażom do mistrzostwa jeszcze daleko. Ale jak to się ładnie mówi, praktyka czyni mistrza. Czasami pod wpływem kreatywnej energii biorę pędzelek i cienie i majstruję coś na swoim oku. Efekty są zazwyczaj mniej, ale czasami bardziej ciekawe. Tutaj przedstawiam Wam coś, co według mnie da się znieść.
 
 
Zbliża się wiosna i co za tym idzie, świat wokoło staje się kolorowym. Odchodzimy od zimowych szarości i otwieramy ramiona dla barwnych palet. Dlatego na moim oku gości pudrowy róż, fiolet i kolor, który brzmi bardzo sympatycznie, baby blue. Nie jestem pewna, czy aparat dobrze odda te barwy.
 
 

Myślę, że dzięki delikatnym kolorom całość prezentuje się subtelnie i dziewczęco i nadaje się nawet na dzień. Jeśli lubicie pooglądać czasem makijaże, to serdecznie zapraszam na ten blog Make-up By Maya. Za każdym razem powala mnie na kolana. Myślę, że czasami można z kolorami poszaleć i odejść od tradycyjnych szarości i brązów na powiekach. Dzisiaj temat znów lekki, ale mam nadzieję, że przyjemny.
                                                                        Do następnego!
                                                                                            Wasza
                                                                                                  Karmelowa Blondynka
                                                                                                  

PS. Na prawdę nie mam pojęcia od czego zależy to, jak mój kolor oczu wygląda. Przy każdym świetle zmienia się na inny odcień niebieskiego/szarego.

wtorek, 18 marca 2014

kręcone loczki 2

Jakiś czas temu pisałam o tym, jak często kręcę włosy i zapowiedziałam, że pojawią się kolejne posty o tym. Dzisiaj znów sposób bardzo oczywisty, prościutki, ale jakże skuteczny. A więc jak osiągnąć takie kręciołki?
O dziwo, jedyną rzeczą, która muszę wykonać, by moje włosy zwijały się w taki sposób, jest zaplecenie warkocza i spanie w nim. Jeśli mam ochotę, to robię taki twór na mojej głowie.

A gdy rankiem rozplotę włosy i utrwalę je pianką lub lakierem, to mam właśnie oczekiwane loki.


Dzisiaj post dość króciutki i nieskomplikowany, ale jeśli ktoś tak samo uwielbia loczki, jak moja skromna osobowość, to mam nadzieję, że chociaż odrobinę przydatny. Następnym razem sposób będzie jednak trochę bardziej kreatywny. Słyszeliście już jak się kręci włosy na skarpetki?
                                                                                      Do następnego!
                                                                                                    Wasza
                                                                                                            Karmelowa  Blondynka

czwartek, 13 marca 2014

Jakim Cię widza, takim Cię piszą...

  Zapewne wielu z nas miało okazję usłyszeć powiedzenie ,,jakim cię widzą, takim cię piszą". Tak samo wydaje mi się, że wielu z nas zostało w życiu pochopnie osądzonych. Niestety nieodpartym faktem jest, że w ciągu kilku pierwszych sekund, w których kogoś widzimy, w naszych głowach tworzy się pełen obraz tej osoby. Czego nie wiemy, tego się domyślamy. Do tego na świecie istnieje bardzo barwna gama stereotypów, którymi często bardzo chętnie się posługujemy, by samemu nie myśleć. Już tak jest, że chętnie powtarzamy wzorce dobrze nam znane.

  Dlatego widząc dziewczynę w krótkiej spódniczce i mocniejszym makijażu myślimy swoje. Osoba w eleganckich ubraniach wydaje nam się automatycznie uporządkowana, zaś roześmiana dziewczyna w kolorowej bluzie kimś roztrzepanym. Wystrojona panienka na obcasach musi być przecież tępa, a osoba z książką w ręce staje się w naszych oczach inteligentną. Dlaczego? No jak to, przecież trzyma książkę. Ktoś się do nas uśmiechnie, jest sympatyczny, ktoś popatrzy z byka na nas, wredny.

  Niżej jest wiele zdjęć, które przedstawiają mnie w różnym wieku w bardzo różnych sytuacjach. Jestem pewna, że na wielu z nich robię zupełnie sprzeczne wrażenie. Jak łatwo przeskoczyć z uosobienia niewinności do imprezowiczki i niezłego ziółka. Jak łatwo sprawić wrażenie osoby ,,natchnionej", szalonej, uporządkowanej, nieśmiałej, pewnej siebie. Jak często spotkałam się z tym, że ktoś pomyślał ,,typowa blondynka". Sama nie jestem w tym niewinna, bo jak często widząc kogoś pochopnie oceniam.

  Ale nie jesteśmy w stanie się przed tym zupełnie bronić. Jedyne co, to możemy pomyśleć sobie już potem, że przecież o mnie mógł ktoś zupełnie tak samo pomyśleć. Przecież dobrze wiemy, że szczery uśmiech niekiedy bardzo ciężko przychodzi. Czasami bywa tak, że zrobimy na kimś nie takie wrażenie, jakie byśmy chcieli. Lubię swój kolor włosów. Ale myślę, że blondynki są bardzo inteligentne, tylko kombinacja platyny i ,,solary" psuje czasami reputację. Znam dziewczyny w rudych włosach bardzo sympatyczne i szczere. Zawsze jednak chyba tak pozostanie, że ludzie będą tworzyli o nas obraz po kilku pierwszych sekundach znajomości. Często przecież bywa, że mijając kogoś na ulicy, więcej go w życiu nie spotkamy, ale chętnie będziemy się zastanawiać kim on jest, dlaczego był taki smutny, czemu niósł różę... Wykorzystajmy to też może na swoją korzyść. Kreując swój wizerunek na zewnątrz możemy wyrażać samego siebie. Zaś najskuteczniejszym sposobem na obronę będzie nie przejmowanie się tym, co ktoś myśli.
 Tyle z moich dzisiejszych filozofii. Dzisiaj trochę inaczej, ale mam nadzieję, że mimo to interesująco.
                 Do następnego!
                               Wasza
                                         Karmelowa Blondynka 






Jak ktoś dotarł tak daleko, to niech pozostawi jakiś ślad, bo jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby komuś się chciało przejrzeć te wszystkie zdjęcia.