Jako, że wiosna zagościła się już na dobre, nadchodzi lato i słoneczko przyprawia wiele dziewcząt o piękne rumieńce, zaczęła mnie zastanawiać pewna kwestia. Jak to właściwie jest z opalenizną? Część ludzi z natury jest obdarzonych ciemną karnacją. Łączy się to oczywiście z pewnym typem urody- ciemne włosy i oczy. Nie powiem, ma to swój urok i wygląda, zwłaszcza latem, obłędnie. Faktem jest, że NATURALNA opalenizna przyciąga oko, automatycznie kojarzy się z egzotycznym krajem, wakacjami, czymś niezwykłym.
Jest jednak pewna grupa osób, do której między innymi należę ja, której słońce nie łapie. Gdyby tylko nie łapało, nie byłoby tak źle. Ale ono latem na widok moich śnieżnobiałych nóg niemal ucieka, kryje się za chmurami i nie raczy powracać.
Jest jednak pewna grupa osób, do której między innymi należę ja, której słońce nie łapie. Gdyby tylko nie łapało, nie byłoby tak źle. Ale ono latem na widok moich śnieżnobiałych nóg niemal ucieka, kryje się za chmurami i nie raczy powracać.
Oczywiście, że są sposoby na opaleniznę także dla takich osób. Nie raz zdarzyło mi się kombinować, leżeć na plaży, patrzeć na moją skórę i się zastanawiać nad tym, dlaczego opalenizna jest tak popularna. Dlaczego widząc moją bladość, niektórzy wołają ,,dziewczyno wyjdź na słońce". W niektóre upalne letnie wieczory słonce rzuca na wszystko taki złocisty blask, że nawet ja wyglądam na moment, jakby moja skóra w końcu nauczyła się wytwarzać melatoninę. Spoglądam później na zdjęcia, które akurat w tym momencie zostały zrobione i zastanawiam się, na czym polega różnica?
Szczerze, to nie dostrzegam wielkiej zmiany. W obu wersjach jestem jedną i tą samą osobą. Skąd więc ta moda?
Przecież cofając się chociażby o 200 lat wstecz, to jasna karnacja była ideałem. Kobiety chroniły swoją twarz i ciało przed słońcem kapeluszami, rękawiczkami i parasolkami. Nietknięta słońcem cera była symbolem dobrobytu- tego, że stać kobiety na to, żeby nie musieć pracować w polu, pracować ogółem i wystawiać swojej twarzy na szkodliwe działanie słońca. Opalona skóra była cechą warstw niższych, trudniących się pracą fizyczną. Używano nawet trujących środków, by wybielić cerę, jak i szkodliwych wówczas pudrów, które miały rozjaśnić karnację.
Opalenizna stała się modna dopiero w latach 20 XX wieku dzięki Coco Chanel, która złapała trochę więcej słońca podczas podróży statkiem po Morzu Śródziemnym. Zdjęcia jej opalonej twarzy obiegły świat i sprawiły, że coraz więcej osób pragnęło wyglądać tak promiennie jak ona. Ponadto, w wyniku rewolucji przemysłowej w XIX wieku, bladość przestała charakteryzować jedynie warstwy wyższe. Wiele biednego mieszczaństwa spędzało dnie na pracy i odpoczynku w cieniu miejskich kamieniczek, pod zadaszeniem fabryk i własnym mieszkaniu i w związku z tym świeciło bielą. Opalenizna natomiast stała się symbolem dobrobytu, tego, że stać Cię na to, by zwiedzać świat i się opalać. Było do tego oznaką zdrowia. Tak więc moda na opaleniznę została narodzona.
Za tym poszły pomysły na sztuczne wspomagacze opalania się, takie jak samoopalacze i solaria. Te jednak grożą w razie złego zastosowania mało efektownymi smugami lub niezbyt atrakcyjnym odcieniem pomarańczy na skórze.
Jak jest dzisiaj? Gdy tylko słonce wyjdzie na zewnątrz, wiele z nas wyciąga ręczniki i kremy do opalania i kładzie się na przyjemnym ciepełku. Czy to jednak aż tak zdrowe i mądre? Należy pamiętać o tym, że słońce, oprócz tego, że zapewnia życie na naszej planecie i dostarcza nam przyjemnego i potrzebnego ciepła, jak i witaminy D, to przyśpiesza także niestety proces starzenia skóry. Do tego uważam, że sztuczne opalenizny niekoniecznie zdobią, a raczej szpecą. Nie każdemu też to pasuje, mając urodę naturalnej blondynki albo bardzo jasne włosy, nie decydowałabym się na brązowy ton skóry. Dlaczego? Wyglądałoby to zwyczajnie sztucznie, a wiadomo, że nic tak nie ozdabia dziewczyny jak naturalność.
A co z dziewczynami, które podobnie do mnie, z natury maja jasną cerę? Myślę, że przede wszystkim należy nie próbować się na siłę opalić, bo to wiele nie przyniesie oprócz ewentualnych oparzeń. Przecież jasna cera też jest ładna. A delikatna uroda, niebieskie oczy i jasne włosy by przy opaleniźnie też zbyt dobrze się nie prezentowały. Istnieje wielka różnorodność wśród typów urody i mamy boskie latynoski, jak i czarujące blondynki i wiele, wiele innych. Najważniejszym jest chyba, by zaakceptować samego siebie, potem reszta też nas przyjmie takimi, jakimi jesteśmy. Czasami warto wyróżnić się z masy i być innym. Można być piękną Królewną Śnieżką, ale i prześliczną Pocahontas.
Dzisiaj post o wiele dłuższy, ale mam nadzieję, że ciekawy.
Do następnego!
Wasza
Karmelowa Blondynka






















