Uwielbiam te wieczory po upalnym dniu, gdy dzień, odchodząc w niepamięć, zabiera z sobą cały żar słońca, pozostawiając powietrze chłodnym i orzeźwiającym. Spoglądając w niebo dostrzegasz miliony gwiazd, które świecą na Ciebie i zdajesz sobie sprawę, że świeciły na miliony ludzi, którzy szli swoją drogą i będą świecić nadal, gdy Ty swoją drogę już przebędziesz. W powietrzu unosi się zapach siana zmieszany z wonią dojrzewających zbóż, zapachem zieleni i oddechem ziemi. Zapach ten upaja Ciebie. Słyszysz koncert cykających na łące świerszczy, szelestu liściu i dochodzą do Ciebie ciche kołysanki śpiewane przez strumień, który przepływa obok wierzby.Na twarzy czujesz lekki powiew wiatru, który po drodze szepce cicho z makami, chabrami i rumiankami, niosąc w sobie ich woń.
W powietrzu tym unoszą się resztki dnia, echa odgłosów minionej doby. Cichutko na wierzch wychodzą także inne wspomnienia przyciągane przez księżyc i pośród czaru letniej nocy tańczą przed Tobą i wirują. Świetliki tańczą walca, dotykając swym światłem każde źdźbło trawy i kołyszą je do snu. Resztki światła, które próbowały ukryć się w odbiciu na tarczy jeziora odchodzą. Dzień mija bezpowrotnie i nim nadejdzie noc świat zatrzymuje się, pozwala otulić się w rześką i słodką ciemność ubraną w granit i sieć gwiazd. A Ty stoisz pomiędzy tym i nie wierzysz, że udało Ci się to dostrzec.
W taki sposób przy odrobinie wyobraźni ja widzę letni wieczór. To te małe rzeczy cieszą. Do następnego!
WaszaKarmelowa Blondynka

