niedziela, 25 maja 2014

Zapach lata

  Uwielbiam te wieczory po upalnym dniu, gdy dzień, odchodząc w niepamięć, zabiera z sobą cały żar słońca, pozostawiając powietrze chłodnym i orzeźwiającym. Spoglądając w niebo dostrzegasz miliony  gwiazd, które świecą na Ciebie i zdajesz sobie sprawę, że świeciły na miliony ludzi, którzy szli swoją drogą i będą świecić nadal, gdy Ty swoją drogę już przebędziesz. W powietrzu unosi się zapach siana zmieszany z wonią dojrzewających zbóż, zapachem zieleni i oddechem ziemi. Zapach ten upaja Ciebie. Słyszysz koncert cykających na łące świerszczy, szelestu liściu i dochodzą do Ciebie ciche kołysanki śpiewane przez strumień, który przepływa obok wierzby.Na twarzy czujesz lekki powiew wiatru, który po drodze szepce cicho z makami, chabrami i rumiankami, niosąc w sobie ich woń.
  W powietrzu tym unoszą się resztki dnia, echa odgłosów minionej doby. Cichutko na wierzch wychodzą także inne wspomnienia przyciągane przez księżyc i pośród czaru letniej nocy tańczą przed Tobą i wirują. Świetliki tańczą walca, dotykając swym światłem każde źdźbło trawy i kołyszą je do snu. Resztki światła, które próbowały ukryć się w odbiciu na tarczy jeziora odchodzą. Dzień mija bezpowrotnie i nim nadejdzie noc świat zatrzymuje się, pozwala otulić się w rześką i słodką ciemność ubraną w granit i sieć gwiazd. A Ty stoisz pomiędzy tym i nie wierzysz, że udało Ci się to dostrzec.



W taki sposób przy odrobinie wyobraźni ja widzę letni wieczór. To te małe rzeczy cieszą. Do następnego!
  Wasza
                                                                 Karmelowa Blondynka


czwartek, 22 maja 2014

kręcone loczki 3

Witam bardzo serdecznie po przerwie, która została spowodowana egzaminami maturalnymi.
Dzisiaj tematyką powrócimy do pewnego schematu, który zaistniał na moim blogu. Zajmiemy się, kto by się tego spodziewał, kręconymi włosami. Wiele dziewcząt marzy o wijących się falach loków spływających na ramiona, które dodają uroku i dziewczęcości. Jednak koszmar zniszczonych gorącem końcówek prześladuje je dzień i noc. Nie mając z natury wymarzonej fryzury, sięgają po przeróżne sposoby, by ją osiągnąć. Oczywiście metody te są mniej lub bardziej skuteczne.
Ja zaproponuję Wam dzisiaj nieco ,,innowacyjny" sposób. Potrzebne będą nam jedynie... skarpetki. Tak, dobrze czytacie, te cieplutkie, mięciutkie ubranka, które wciągacie zazwyczaj na stopy. W zależności od długości i grubości włosów będą to 3 lub 4 skarpetki. Ja, z moimi bardzo długimi włosami posłużyłam się czterech.
Zapewne nasuwa się nam pytanie, co ma skarpetka do włosa?
Po umyciu włosów, gdy są już prawie suche, rozczesuję je ładnie i zawijam na skarpetki. Przyznam, wyglądam potem jak źle ostrzyżony pudel, ale nie ma się tym co przejmować.


Gdy się budzę i wyglądam przy tym jak przeuroczy, niewyspany, źle ostrzyżony pudel  rozwiązuję skarpetki i rozpuszczam włosy, efekty są pokaźne. Moje włosy zwijają się w przeurocze loczki.

Myślę, że jak na tak niewielki trud włożony w całe te przedsięwzięcie, to włosy wyglądają bardzo dobrze. Bez użycia gorąca, otrzymujemy czarujące loczki. Jako, że teraz rozpoczęły się tak naprawdę najdłuższe wakacje mojego życia, będę mogła Wam na bieżąco dodawać posty. Także do następnego!
                                                    Wasza
                                                                   Karmelowa Blondynka